Każdemu radzę choć raz przejechać się na Wielkopolskę i wyczuć mikroklimat tworzony przez okołopoznańskich koniarzy. Ludzie, októrych nie da się zapomnieć i do których chce się wracać…

Coś ponad to? Mam wrażenie, że Bucharzewo zostało stworzone zaraz po raju, kiedy Bóg planował, gdzie może się ewentualnie wyprowadzić Adam, gdyby Ewa stała się za bardzo upierdliwa. Tu jest wszystko: Warta, nad którą można siedzieć godzinami (a szczególnie przy pełni księżyca) i nie słyszy się nic oprócz rzucających się w wodzie ryb; puszcza otaczająca całą wieś;konie no i praca! Nie ma to jak wstawanie o 6:30 po całonocnej libacji zakończonej o 4, by zrobić odpas 18tu koniom. Wtedy wywożenie kup końskich urasta do wielkiego przedsięwzięcia, a widły ważą 10 kilogramów. Cała akcja kończy się po dwóch godzinach i trzech małych czarnych… Ale to jest właśnie najpiękniejsze!

 
 

Mimo, że to "moje" miasto, nie poznałam go jeszcze, ale pocieszam się faktem, że rzadko który warszawiak zna jej wszystkie zakamarki. Na cały urok stolicy składają się jej możliwości. Jeśli nie masz co robić wieczorem, jedziesz w stronę centrum i na pewno GDZIEŚ się znajdziesz. Warszawa… da się lubić!

Pamiętam niezapomnianą noc z 1go na 2go września 2004 roku, kiedy to z grupą znajomych klasy i nie tylko(tu ślę serdeczne pozdrowienia) postanowiliśmy opić zdaną maturkę (a w szczególności ustną geografię). Mieliśmy konkretne plany (najpierw Nowy Klub, później ewentualnie Dziennikarz i do domciu pierwszym dziennym). Skończyło się na tym, że wylądowaliśmy w Bolku wraz z browarkiem ze stacji benzynowej i przepłaconym martini. Było niesamowicie zimno (mimo letniej atmosfery), ciemno i do domu daleko, więc zamiast na 6, wróciłam już o 4:30. Wierzcie mi, więcej nie szło wytrzymać! Tym niemniej zasmakowałam życia nocnego...

Tak naprawdę od niedawna żyję Warszafką dzisiejszą i zaczynam poznawać i odnajdywać swoje miejsca.

Można jednak się tu
1. NASYCIĆ: Na początek polecam SPHINXa, ale to tylko dlatego, że mam do niego sentyment od 3 lat (a w szczególności po Krakowie, gdzie każde jedzenie smakowało jak ambrozja, gdy wracało się z żołądkiem przyssanym do kręgosłupa z całodziennego zwiedzania). Warszawski Sphinx bardziej przypomina knajpę niż restaurację, ale wystrój rekompensuje resztę niedociągnięć. Na czym polega wyjątkowość tego miejsca? Ano na sosach podawanych prawie do każdej potrawy, świetnie przyprawionym ryżu, grillowanym mięsku i pyyyysznej pizzy calzone. Porcje są duże, a ceny znośne. Być może dlatego w większości tych restauracji trzeba czekać na stolik…

Jeśli macie ochotę na coś słodkiego, a zarazem egzotycznego, proponuję GURU przy ul. Brackiej. Pączki w jogurcie naturalnym z owocami po prostu powaliły mnie na kolana. Nie mówiąc już o jabłkowym paju i pieczonych jabłkach- niebo w gębie. Miejsce warte uwagi również ze względu na wystrój. Przy stole zasiada się na poduszkach przy uprzednim zdjęciu butów(!). Dla wybrednych bywalców pozostawiono książki (nareszcie!), szachy oraz katalogi i gazety. Wszystko przy cichym akompaniamencie wyciszającej muzyki.

Dla niezdecydowanych mimo wszystko nie polecam McDonalda…

2. WY/SPIĆ: Piwosze nie mają tu łatwego życia.. Kiedy powiedziałam mojemu koledze z Poznania, że u nas piwo w knajpach i pubach kosztuje OD 5ciu złotych, bezczelnie mnie wyśmiał. Tam dobry, nierozwodniony browar można zanabyć nawet za 3 złote!!

Jednak nie samym piwem żyje człowiek, a… koktajlami owocowymi! Tutaj prym moim zdaniem wiedzie zdecydowanie DAILY CAFE na Nowym Świecie, gdzie wybór jest porażający, a zaraz obok GURU (w szczególności koktajl bananowo- miętowy z dodatkiem miodu).

Dla zmęczonych życiem pozostają kawiarnie. Osobiście związana jestem z CAFE HEAVEN (szczególnie tej na Nowym Świecie), bo przez 2 miesiące (maj i czerwiec) uczyłam się tam do matury i egzaminów. Wierzcie mi, tam wiedzą jak zadbać o klienta! Jeszcze nie zdążą się zamknąć za Wami drzwi, kiedy to już jesteście witani i znajdujecie się w centrum uwagi sprzedających. Jest to również jedno z nielicznych miejsc, gdzie przy jednej kawie można siedzieć przez 4 godziny w pięć osób. Poza tym cicho włączony jazz zawsze stwarza idealny klimat…

Gorrrąco polecam również TETE-A-TETE znajdującą się w pasażu handlowym metra centrum. Każda kawa tam zaserwowana przypomina małe dzieło sztuki. Jako że jest to galeria kawy i herbaty, można posmakować tych najbardziej ekskluzywnych za przystępną cenę (to się liczy). Poza tym klimat tworzą batiki zawieszone pod sufitem oraz starannie dobrana muzyka (nie wspominając o fachowej, wszechstronnie wykształconej obsłudze).

3. ODCHAMIĆ SIĘ: Różnorodność w tym zakresie jest przytłaczająca. Teatrów jest zbyt dużo, by móc wszystkie wyczerpująco opisać. Nie polecam jedynie Teatru Polskiego z czysto subiektywnych względów: jego konserwatyzm i mała elastyczność osobiście bardzo mnie męczą jako widza…

Muszę tutaj wspomnieć również o mojej ulubionej Galerii Sztuki Współczesnej ZACHĘTA. Cenię ją za to, że to jej wnętrza dostosowywane są do wystaw, a nie na odwrót. Poza tym każdy czwartek jest wstęp wolny na wszystkie ekspozycje, a w niedzielę można obejrzeć je jeszcze raz (tym razem z kustoszem). Zachęta to nie tylko wystawy, ale również projekcje filmowe, teatry amatorskie i Koło Miłośników Sztuki.

4. POCHASAĆ NA PARKIECIE: Nie jestem stałą bywalczynią dyskotek i wybieram raczej te imprezy, które bezpośrednio dotykają moich preferencji muzycznych. Polecam tutaj klub U ARTYSTÓW przy Mazowieckiej ze względu na imprezy salsowe organizowanie w poniedziałki i środy, gdzie dodatkowo o 20:30 prowadzona jest nauka salsy i merengue (za kompletną darmochę). Choć wystrój pozostawia wiele do życzenia, atmosfera jest gorąca.

Fajnie można się pobawić również w KLUBIE DZIENNIKARZY przy Nowym Świecie oraz w TYGMONCIE przy Mazowieckiej, choć ten klub bardziej cenię za świetne wieczory jazzowe…

 
     


Dziennikarskie studia // Strony sluchaczy WSR - powrot // WSR // Forum WSR // IMiNS // Szkola Wizazu